Janina Helena Pajzderska
OSTATNIA BUTELKA.
Część I.
I.
Pan Benson, agent wielkiej firmy ''Ambas Bay Trading Company'', wcześniej niż zwykle uniósł swą obecność z faktoryjnego obrębu, i zdawszy na clarków resztę dziennych zajęć, krytym chodnikiem udał się na górę domu mieszkalnego, wziąć nieunikniony, przedobiedni tub.
Fan Benson był w szkaradnym humorze.
Trzy parowce z Europy zawiodły z niewiadomych przyczyn, a czwarty, spodziewany od tygodnia, nie nadchodził. Podobny wypadek zdarzał się po raz pierwszy w ciągu trzyletniego blizko pobytu pana Bensona w Starym Kalabarze.
Wszystkie zapasy były na wyczerpaniu; w pierwszej zaś linii te, któremi na Brzegu szafuje się najhojniej: piwo! Poprostu, wyschnięcie groziło wiecznie spragnionemu gardłu pana Bensona i jego faktoryjnych kolegów na Kalabarskiej rzece.
A na dobitkę jutro przypadały jego urodziny; dzień dwukrotnie już zapisany w dziejach miejscowej cywilizacyi taką pijatyką, o jakiej nawet szampionowie tego sportu wyrażali się z uszanowaniem.
Pan Benson, nie ustający nigdy na drodze po stępu, pragnął przewyższyć samego siebie w tym roku.
W chwili natchnienia wymyślił pewną mieszaninę claretu, piwa, whisky, cydru, madery, z dodaniem kilku kropel imbirowego wyciągu, tak genialnie ustosunkowaną, że po jednej szklance było się ''zupełnie innym człowiekiem'', jak się o tem sam na sobie przekonał.
Wynalazek ten trzymał w głębokiej tajemnicy, i tylko od niechcenia, zapraszając tamtych panów na uroczystość, nadmieniał, iż spróbują czegoś takiego, po czem będą ''zupełnie innymi ludźmi''.
Tamci panowie, z rzadką bezstronnością sądu uznawszy, że nicby nie wadziło, a nawet mogłoby dla nich być korzystnem, gdyby się stali ''zupełnie innymi ludźmi'', skwapliwie przyjęli nadzieję tego przeobrażenia i oczekiwali go z utęsknieniem.
Tymczasem claret (najgłówniejsza ingredyencya) kołysał się gdzieś na morzu, pod pokładem spóźniającej się ''Lualaby'', a że wszędzie, nietylko w Europie, ale i w Afryce, powtarza się zjawisko rwania się tam, gdzie cienko, więc i te bydlęta ''boye'' upuścili dziś i stłukli ostatnią skrzynkę tego cennego napoju, przenosząc ją z magazynu do domu.
Pan Benson, zwykle dość pobłażliwy dla ludzi, wpadł w taki gniew, że wpisał ''boyom'' wartość
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 Nastepna>>


